Spacerując po lesie, który wszyscy nazywają "Lasem Zakazanym" lub "Lasem Zguby" i omijając drzewa z ogromnymi, ciemnymi koronami zauważyłam przystojnego młodzieńca trzymającego łuk i strzały. Widziałam, że przestraszył się, gdy mnie zauważył.
- Kim jesteś? - zapytał.
- Kim ja jestem? Ha ha. KIM JA JESTEM!? - wykrzyknęłam doniośle. Jak można nie wiedzieć kim jest córka Władcy Elfów z Północnego Krańca Magicznej Zatoki?! - Drogi poddany, ja jestem twoją przyszłą królową.
- Najmocniej przepraszam waszą Wysokość... - zaczął mówić starszy mężczyzna, którego na samym początku nie zauważyłam. - My nie pochodzimy stąd. Wędrujemy już od wielu lat po Elfim Szlaku Górskim, by odnaleźć spokojne miejsce do życia, z dala od zaklętego B i jego sług.
- Od kogo? - spytałam. O kim on mówił? Zaklęty B?!
- Zaklęty Beorn.- wyszeptał staruszek.
- Nie znam. - zignorowałam przejęcie starca.
- Nie wyglądasz na księżniczkę... Gdzie ty masz suknie? Albo chociaż koronę? - odezwał się chłopak.
- NIE WYGLĄDAM?! - ryknęłam rozwścieczona - BYŁAM KSIĘŻNICZKĄ, JESTEM KSIĘŻNICZKĄ I BĘDĘ KSIĘŻNICZKĄ BEZ WZGLĘDU NA MOJE UBRANIE! ALE CO TY MOŻESZ WIEDZIEĆ O WYGLĄDZIE SKORO JESTEŚ TYLKO BRUDNYM WIEŚNIAKIEM Z DOLIN MOJEGO RODZINNEGO KRÓLESTWA! - przybrałam wtedy wściekłą postać. Moje włosy zmieniły kolor z białych na czerwony, tak samo skóra, a oczy mi zapłonęły (Tak, my elfy z Północnego Krańca Magicznej Zatoki jesteśmy inne. Po narodzeniu każdemu wypala się znak. Są trzy grupy znaków: płomień, fala (związana z wodą) i fala (związana z powietrzem). Ja posiadam płomień, ponieważ płomienie są tylko dla członków rodziny królewskiej.)
- Brudnym wieśniakiem... ? - powtórzył.
- Tak, dokładnie! - opowiedziałam zła, ale coś mi kazało przestać. Po chwili byłam już blada tak, jak wcześniej. Zrobiłam wielki wdech i szybko dodałam. - Najmocniej przepraszam.
- Nie ma sprawy, ale nie wybaczyłem ci do końca. - Co?! O co mu chodzi?! Jakiś dziwny ten elf. Co ja mam zrobić? Może zbuduję dom dla niego?! - Musisz coś dla mnie zrobić.
- Co proszę!? Przecież już przeprosiłam, a gdybym nie chciała to byś nigdy nie usłyszał tych słów wypowiedzianych moimi ustami.
- Pieniądze wystarczą. - powiedział tak, jakby nie słyszał to co właśnie oznajmiłam.
- Ile? - Po co ja z nim rozmawiałam? Mogłam przecież odejść i nie konwersować z tym naciągaczem, lecz coś mi kazało pozostać tam, gdzie byłam.
- Pięć... Dziesięć tysięcy Amom'ów...
- Nie ma sprawy. - uśmiechnęłam się tylko.
- ... I nocleg na 10 dni.
- Ale gdzie? Nie posiadam żadnych pomieszczeń dla gości. - skłamałam.
- Wiem, że masz. - Czy on czytał mi w myślach?
- No... No dobrze. - Myślałam tylko: "Co ja powiem ojcu?".
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz